Jak się pracuje w Tokio
Posted by marlonk on 09/25/06 in Japonia
W Japonii usprawiedliwienie za spóźnienie do pracy można dostać od… pracownika metra. O tym, jak się pracuje w Tokio, opowiada Marcin Bruczkowski, który przez dziesięć lat był salarymanem w japońskiej firmie.
Joanna Ćwiek: O jedno miejsce na japonistyce ubiega się w Warszawie aż 30 osób. Młodzi ludzie marzą, że po studiach będą pracować w Japonii. Ale czy polskiemu absolwentowi japonistyki łatwo jest dostać pracę w Tokio?
Marcin Bruczkowski: Bardzo trudno. Jeżeli ktoś może pochwalić się wyłącznie znajomością języka, może zostać pracownikiem fizycznym na stacjach benzynowych czy w fabryce. Ale na taką pracę nikt nie da mu pozwolenia. W Japonii uzyskanie pozwolenia na pracę dla cudzoziemca jest dość skomplikowane i firmom nie opłaca się podejmować takiego wysiłku dla pracownika, który będzie nosił pudła w sklepie. Opłaca się wtedy, gdy ten cudzoziemiec jest poszukiwanym na rynku specjalistą.
Na czarno nie radzę próbować. Jeśli wpadniesz, trafiasz do aresztu.
Najtrudniej dostać pracę na dobrym stanowisku w wielkich tradycyjnych firmach. Tam niestety trzeba zaczynać od najniższego stanowiska. Japończycy uważają, że aby coś robić dobrze, trzeba to najpierw poczuć. Od podstaw. Moją koleżankę zatrudniono w dużym domu handlowym. Na początku jej praca polegała tylko na kłanianiu się klientom. Trwało to dobry rok, zanim awansowała. Na szczęście mniejsze firmy odchodzą od tego tradycyjnego modelu.
Czy to prawda, że Japończycy pracują na okrągło i umierają na karoshi, czyli z przepracowania?
Paradoksalnie ci zapracowani Japończycy też obijają się w pracy. W większości firm intensywnie pracuje się może trzy godziny dziennie. Przez resztę czasu człowiek czyta gazetę, pije zieloną herbatę i gada z kolegami. Pracowałem w czterech firmach i wszędzie było identycznie. Ale Japończycy wierzą w karoshi - czasami zdarzają się procesy o odszkodowanie dla wdów po pracownikach, którzy rzekomo zmarli z przepracowania. Dowodem w sądzie są wówczas karty podbijane codziennie przy wejściu do pracy. Pokazują, ile ktoś rzeczywiście pracował.
Ale pracować trzeba wydajnie jak mrówka…
To kolejny mit. Japonia to kraj, w którym forma jest co najmniej tak samo ważna jak i treść. Najlepszym pracownikiem jest zwykle ten, kto jest starannie ubrany, kłania się w pas szefom, przestrzega biurowych reguł i nigdy się nie spóźnia. To bardzo trudne, bo w Tokio dojeżdża się do pracy w jedną stronę średnio 1,5 godziny. Spóźnienia trzeba usprawiedliwiać. Dlatego na peronach stoją panowie, który każdemu wysiadającemu dają karteczkę z informacją, że pociąg był opóźniony. I taką karteczkę trzeba później pokazać szefowi.
Czym jeszcze różni się praca w Japonii od polskich realiów?
Szacunkiem do starszych pracowników - pracują mniej i częściej wybacza im się błędy. Na firmowych spotkaniach to oni pierwsi zabierają głos. Te spotkania to koszmar. Najpierw senior opowiada całą historię firmy, potem pozostali zabierają głos, oczywiście w pierwszej kolejności ci, którzy są najstarsi i najważniejsi w firmie. Ciągnie się to godzinami. Zabierałem zawsze laptopa i udając, że notuję, wysyłałem maile do miłej Malezyjki, która potem została moją żoną.
Starszych rzadko zwalnia się z pracy. Do niedawna się to udawało, bo w Japonii nie było bezrobocia. Ale przyszedł kryzys i wiele osób straciło pracę. Na skraju jednego z największych parków w Tokio wyrosło wówczas pole namiotowe. Zamieszkali w nim bezrobotni, których nie było już stać na mieszkanie. W każdym namiocie wisiał ofoliowany garnitur z koszulą i krawatem, który czekał na moment, aż jego właściciel znajdzie pracę.
Kobiety mają w pracy gorzej niż mężczyźni. W “Bezsenności w Tokio” jest scena, gdy do firmy przyszedł kontroler. Mężczyźni mogli wówczas iść na obiad, a dziewczyny musiały zostać w pracy, przypalać mu papierosa i parzyć herbatę.
To się zaczyna powoli zmieniać, ale starsze pokolenie nadal oczekuje, że kobiety będą im nadskakiwać. Ja długo nie wiedziałem, jak powinienem się wobec nich zachowywać. W tym kraju nigdy nie przepuszcza się kobiet w drzwiach. Przez pierwszy tydzień pracy nie byłem w stanie wysiąść z windy na odpowiednim piętrze. Winda się zatrzymywała, ja starałem się przepuścić w drzwiach panią, z którą jechałem, a ona nie chciała wyjść. Drzwi się zamykały, winda jechała dalej, zatrzymywała się, a sytuacją się powtarzała. Sporo czasu mi zajęło, żeby nauczyć się, że Japonki trzeba traktować inaczej. Ale nadal nie wiedziałem jak. Wydawało mi się, że powinienem być bardziej zdystansowany. I co? I dziewczyny z pracy poskarżyły się szefowi, że jestem opryskliwy i je lekceważę. To była bolesna lekcja, że zachowań w obcej kulturze nie wolno kopiować bez zrozumienia.
â?˘ Marcin Bruczkowski - studiował anglistykę na Uniwersytecie Warszawskim i kulturoznawstwo w Tokio. W Japonii pracował jako informatyk, tłumacz, nauczyciel angielskiego i inżynier dźwięku. Japońskiego nauczył się w pubach od koleżanek. Do Polski wrócił w 2001 r. Jest autorem â?žBezsenności w Tokioâ?ť oraz â?žSingapur, czwarta ranoâ?ť, w której opisuje perypetie Pawła, perkusisty w singapurskim klubie
źródło: praca.gazeta.pl
ris2835 | May 2, 2007 | Reply
Moim marzeniem od kiedy pamiętam czyli od 6-tego roku Ĺźycia jest wyjazd do jap oni moje Ĺźycie trochę sie skomplikowało brak kasy i inne przeszkody teraz mam 29 lat i dalej pragnę wyjechać jeĹźeli byłby ktoś w stanie jakkolwiek mi pomóc info adresy mapki broszury i najwaĹźniejsze tani nauczyciel lob nauczycielka byłbym wdzięczny za karz dom pomoc
ris2835 | May 2, 2007 | Reply
mój e mail ris2835@yahoo.com
mój tel aktualny 504637574